czwartek, 1 maja 2014

Rozdział 1

Stoję na środku pięknej i ogromniej sali balowej, ubrana w długą do podłogi czarną suknię. Rozglądam się dookoła ale nic nie mogę spostrzec, jest zbyt ciemno. Serce mocno mi bije, czuje złość, strach, ochotę walki i równocześnie bezsilność. Podnoszę szybko skrawek sukni i zaczynam biec dostrzegając lekki zarys drzwi. Popycham je mocno i wbiegam dosłownie w środek lasu, nie zatrzymuje się bo nie mogę. Jest noc, chmury zasłaniają księżyc przez co jest jeszcze bardziej mrocznie i ciemno. Wiem, że coś mnie goni, jest tuż za mną... Czuje lodowaty oddech na ramieniu. Potykam się o kamień i upadam na ziemię rozrywając kawałek sukni. Mocno zaciskam oczy, serce łomocze mi ze strachu, nie wiem co się teraz stanie ale będzie to coś złego. Czuje jak czyjaś ręka zaciska się na moim ramieniu. Chce krzyczeć ale nie mogę, chce wołać o pomoc, nie mogę się nawet ruszyć. Czuje się taka słaba... Naglę odzyskuje głos i zaczynam krzyczeć.
   Budzę się siadając na łóżku nadal krzycząc. Byłam dziś sama w domu więc nikt mnie nie słyszał, nie żeby to jakoś miało zdziwić mojego ojca. Już od paru miesięcy miałam ten sam sen, nie wiem co oznacza ale wiem, że dziś coś się wydarzy. Dziś, w moje 17 urodziny.
 Na dworze było już jasno kiedy wstałam. Popatrzyłam na zegarek wskazujący na godzinę 6 rano i doskonale wiedząc, że z dalszego snu nici, schowałam twarz w dłonie... Co się z Tobą dzieje Lisa? Zadałam sobie pytanie i z dziwnym przeczuciem poszłam wziąć gorący prysznic, czyli coś dzięki czemu wracała mi ochota do życia. Mój ojciec jest nauczycielem w szkole i uczy historii... staruszek myśli, że wszystko da się wyjaśnić dzięki nauce, ale chyba jestem najlepszym dowodem, że nauka nie daje sobie ze wszystkim rady. Szkoda tylko, że przestał się mną interesować po śmieci matki. Od tego dnia nie patrzymy sobie w oczy... nie mogłabym znieść widoku nienawiści w jego oczach, którą bez skutecznie próbuje ukryć. Mijamy się bez słowa, czasem wymieniając jakieś uwagi. Wiedziałam, że gdyby pojawiła się okazja aby mnie oddać gdzieś do dalszej rodziny, bez wahania z niej by skorzystał. Ale niestety, nie mamy nikogo prócz siebie.
 Słysząc dźwięk telefonu z łazienki, pośpiesznie owinęłam się ręcznikiem i pobiegłam odebrać komórkę. Nie zdążyłam nawet spojrzeć na wyświetlacz kto dzwoni.
- Tak? - zapytałam odgarniając mokre włosy ze ucho.
- Cześć! - powitała mnie przyjaźnie Caroline, moja najlepsza i chyba jedyna przyjaciółka. - No więc mamy pierwszy dzień wakacji! Co będziemy dziś robić? - zapytała podekscytowana a ja się roześmiałam.
- Wiesz, że jest 7 rano, prawda? - zaczęłam bawić się kablem od ładowarki od telefonu.
- Wiem, ale Ty nie śpisz już więc nie widzę problemu. - powiedziała jak zwykle radośnie. Nie mam pojęcia skąd w takiej małej, uroczej blondynce tyle radości. - Znów ten sen? - zapytała tym razem poważnie, a ja byłam jej za to wdzięczna. Od kiedy powiedziałam jej o moich zdolnościach nasze relacje się jeszcze mocniej zawęziły.
- Tak... - kiedy padła moja odpowiedź nastała chwila ciszy. Wiedziałam, że zawszę mogę na nią liczyć ale nie chciałam jej przytłaczać moim nadprzyrodzonym małym światem. - Ale nie przejmuj się, przyzwyczaiłam się.  Więc co będziemy robić? - zapytałam. - Od rana muszę iść bo księgarni bo jakbyś zapomniała to nie wszyscy mają bogatych rodziców. - Kiedyś Car by się obraziła ze tan lekki żarcik ale od kiedy wyjaśniłam jej, że w tym zdaniu nie ma zazdrości ani sarkazmu, wszystko jest ok.
- Cholera, zapomniałam. - powiedziałam a jej radość spadała o połowę. Wiedziałam bo potrafiłam odczytywać ludzkie emocje. - Zadzwoń do mnie po pracy i coś wymyślimy, oki?
- Dobrze a teraz lecę się szykować.
- Dobrze, do zobaczenia! - pożegnała się i rozłączyła. Uśmiechnęłam się do siebie i podeszłam do szafy w celu znalezienie czegoś ładnego co mogłabym dziś ubrać. W końcu miał to być niezapomniany dzień...
Po 10 minutach gapienia się na moje ubrania zdecydowałam włożyć zestaw który wydał się mi na dziś odpowiedni. Za oknem się rozjaśniło a słońce delikatnie pieściło mi twarz promykami. Uśmiechnęłam się, może moje życie choć dziś nie będzie wyglądało tak do dupy? Ubrałam się, zrobiłam delikatny makijaż i wyszłam z domu zostawiając za sobą miejsce za którym nie przepadałam. Wy też tak macie, że nie macie nawet ochoty wracać do domu?
 Droga do księgarni minęła szybko. A kiedy szafowa powiedziała mi, że dziś zajmę się układaniem książek na najwyższych półkach pożałowałam włożenia cudownych choć cholernie wysokich szpilek. Ale cóż, najwyżej będę to robić bez butów. Tak jak się spodziewałam praca minęła szybko. Może dlatego, że na prawdę to lubiłam? Dla innych nastolatek praca to katorga, ale prawda była taka, że kochałam książki i praca wśród nich dodawała mi skrzydeł. Macie pojęcie jakie to uczucie gdy wychodzicie z domu pełnego żelu i nienawiści i idziecie prostu do waszego osobistego azylu? Bo ja tak właśnie się czułam idąc do pracy. Po dość szybkim ułożeniu książek, które zajęło mi 3 godziny  popatrzyłam na zegarek wskazujący chwilę po 11. Uśmiechnęłam się, tu czas płynął inaczej. Szafowa wyszła jakieś pół godziny temu i kazała mi zamknąć jak tylko się ze wszystkim uwinę. Ubrałam buty, chwyciłam kluczę i idąc do drzwi zauważyłam książkę która powinna leżeć na najwyższej półce. "Cholera" zaklnęłam pod nosem i chwyciłam książkę, nie zdejmując butów weszłam na drabinę i kiedy miałam już ją odłożyć ułyszałam dzwonek sygnalizujący, że do sklepu ktoś właśnie wszedł. Nawet się nie odwróciłam tylko powiedziała,:
- Dziś już jest zamknięte. Dzień wewnętrzny. Ale zapraszamy jutro. - położyłam książkę na półce i kiedy już miałam schodzić zahaczyłam obcasem o schodek drabiny. Straciłam równowagę i w tej chwili pożałowałam, że nie umiem latać. Zamknęłam oczy i przygotowałam się na upadek z wysokości i jakieś złamanie ręki czy nogi. Zamiast jednak bólu wywołanego upadkiem poczułam jak oplatają mnie silne i umięśnione ramiona. Kiedy uczucie spadania zastąpiło miłe ciepło pochodzące od innego ciała przytulającego mnie do siebie, czułam się jak w niebie. Nie trwało to jednak długo bo zmusiłam się otworzyć oczy. Moją twarz i nieznajomego dzieliły dosłownie milimetry. Poczułam, że wstrzymuje oddech tak jak i mój wybawca. Był bardzo przystojny, miał około 18 lat. Jego czarne oczy błyszczały kiedy wpatrywał się we mnie, tak jakby widział moją duszę. Czarne włosy delikatnie spadły mu na czoło. Był jednocześnie delikatny, niebezpieczny i pociągający. Tak cholernie pociągający.
- Przepraszam. - powiedział głosem od którego moje serce szybciej zabiło. Magiczna chwila prysnęła a ja uświadomiłam sobie, że jeszcze chwila i byśmy się pocałowali. Pocałowałaby nieznajomego! Pomógł mi wstać a ja lekko się odsunęłam. Dopiero po chwili uświadomiłam sobie co do mnie powiedział.
- Zaraz, za co Ty mnie przepraszasz? - zapytałam o on błyskawicznie przyłożył mi do twarzy chusteczkę nasączoną środkiem usypiającym. Drugi raz wylądowałam w jego ramionach, tylko tym razem wiedziałam, że chce mnie skrzywdzić. 

3 komentarze:

  1. Serio?! Już myślałam, że on będzie jej bohaterem ! :C
    Rozdział za krótki !(dla mnie wszystkie są za krótkie ! xD)
    Polubiłam Caroline ! Ach, żeby każdy mógł mieć taką przyjaciółkę !
    Ja mam swojego pielgrzyma xD(jeśli przeczytałaś moje rozdziały i komentarze pod nimi to będziesz wiedziała o co chodzi )
    Ale ona ma szczęście w urodziny zostać uratowaną przez boskiego chłopaka no a potem być porwaną przez niego...
    Czekam na ciąg dalszy i życzę weny !!!!!!
    Asikeo^^
    PS.Dziękuję za zostawienie lina u mnie ! Mam nadzieję, że będziesz czytać te moje wypociny ! Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję i również życzę weny :3 Zwłaszcza, że prowadzisz tak świetnego bloga! Na pewno będę czytać :D

      Usuń
  2. Wow! Podziwiam bardzo za taki pomysł i chęć do pisania tego! :)

    OdpowiedzUsuń